Nagle okazało się, że pod samochodem powstała kałuża płynu chłodzącego. Ponieważ nie bardzo jest z tym jak jechać, pojechałem zobaczyć co się dzieje. Po krótkiej diagnozie okazało się, że jest mokra tylna część prądnicy - jest tam na niej fabrycznie montowana pompa wody. Trzeba zatem to wyjąć.



Prądnicę przywiozłem do siebie. Pompa pompą, ale mam od razu zrobić przegląd prądnicy, żeby było wiadomo, że jest sprawna. Do środka prawdopodobnie od nowości nikt nie zaglądał. Zdjąłem pokrywę (opaskę) szczotek i odkręciłem koło pasowe.



Potem otworzyłem pompę wody i odkręciłem jej wirnik, a następnie zdjąłem drugą część jej obudowy z końca prądnicy. Całość skonstruowana jest tak, że w razie wycieku płyn nie dostaje się do prądnicy, tylko wycieka przestrzenią pomiędzy dwiema częściami.



W sumie nic dziwnego, że to ciekło, uszczelnienie jest w koszmarnym stanie.



Dalej odkręciłem przednią pokrywe prądnicy i wyjąłem wirnik.



Odkręcam szczotki i nakrętki szpilek, do których podłącza się przewody z instalacji samochodu.



Na koniec wyjąłem łożyska i ich osłonki. Osłonki były tu niezbędne, bo łożyska są otwarte, więc coś musiało w nich trzymać smar.



Potem wszystko odnowiłem, bo było w stanie, w którym bym sie wstydził to oddać. Komutator prądnicy wypolerowałem na tokarce, żeby nowe szczotki miały gładką płaszczyznę pracy.



Na szpilki nakręcę nakrętki. Pomiędzy obudową a szpilką są podkładki izolujące.





Próbuję teraz złożyć łożyska. Okazuje się to nie takie proste, bo podczas rozkładania część tego mi wypadło ze środka obudowy i nie widziałem kolejności składania, a w książce serwisowej nie ma rysunku złożeniowego.



Przednie łożysko było dość proste, bo tu akurat jest niedużo podkładek, a i je dokładnie wiedziałem, gdzie są. Nowe łożyska kupiłem już szczelne, ale i tak stare blaszki uszczelniające tu zakładam, żeby wypełniły sobą miejsce, które było na nie przewidziane. Bez nich wirnik mógłby się przesuwać w łożyskach i musiałbym kombinować z podkładkami dystansowymi - a po co.



Na drugim końcu wirnika jest nieco trudniej. Tu trzecie, ostateczne podejście. Pofalowana podkładka jest większej średnicy niż ta blaszka na końcu, ma za zadanie tylko podtrzymać łożysko w obudowie prądnicy.



Włożyłem wirnik z łożyskiem w obudowę. Gwint na obu końcach był nieco zmęczony życiem i musiałem go delikatnie poprawić pilnikiem.



Zamknąłem obudowę pokrywą przednią.



Po założeniu obudowy mogłem już dodać tulejkę dystansową i założyć klin.



Przód zakończyłem zakładając koła pasowe i przykręcając je nakrętką.



Od strony pompy wody na końcu wirnika też jest tulejka dystansowa, nieco dłuższa niż z przodu. Opiera się na wewnętrznej bieżni tylnego łożyska, natomiast nie dotyka do obudowy, przez którą przechodzi.



Na to nakłada się podkładki dystansowe.



I dużą podkładkę. Ma ona osłaniać wnętrze prądnicy przed wyciekiem płynu z pompy wody.



Teraz mogę już założyć główną część obudowy pompy wody na prądnicę.



Śruby i nakrętki lekko wkręcam na miejsce. Dalej już nie składam, samą pompę wody oddamy do warsztatu specjalizującego się w takich naprawach.



Zostały jeszcze szczotki. Nowych oczywiście nie udało mi się dostać, musiałem dobrać od jakiegoś rozrusznika. Są ciut za szerokie, więc nieco je przyszlifowałem, żeby pasowały.



Nie było ich jak podłączyć, bo przewody miały za krótkie, więc przelutowałem końcówki oczkowe ze starych szczotek.



I siedzą już na miejscu. Ciut szurają, bo maja nieco inny kształt niż tu potrzebny, ale szybko się ułożą.



No i prądnice mam gotową.